środa, 5 marca 2014

O sypialni, której już nie ma...

Witajcie,

Dzś post, który powinien się znaleźć w blogosferze przynajmniej pół roku temu.
Nie wiem z jakiego powodu nigdy nie zrobiłam zdjęć sypialni. 
Dopiero w dniu przeprowadzki 
(o zgrozo 30 grudnia!) popełniłam kilka fotek tak na szybko. 

łóżko kupione "na szybko", za szerokie i za mało białe :) i oczywicie do wymiany!


z daleka ne widać mojej ulubionej, delikatnej kapy


zdjęcie kiepskie i nie widać też, że po prawej stronie pod oknem 
wsi woreczek z lawendą, choć wzór woreczka mało lawendowy :)

a po lewej stronie mója ulubiona sypialniana ściana
z najważniejszymi dla mnie osobami

ten piękny Aniołek to dzieło Mamonka na wieszaku Umbrelli :)

a na przeciw ściany okiennej taka ściana



Zabrakło tu wywiezionego już białego kwietnika z Ikei i mojej skrzynki z przydasiami. Jednak najważniejsze pokazałam: wszystkie ozdoby pochodzą od Was, z Waszych paczek, jest tu kawałek Snow, Gwinoic, Maciejki, Petry Bluszcz, Gosi z Zapachu Lawendy, Mamonka, Umbrelli, Anuszki, Alicji, Kryski i Kasi. Lubiłam tę sypialnię właśnie ze względu na to, że towarzyszyły mi w niej takie "przypominacze" bezintersownych gestów, dlatego, że wybrałam kolor, który napawał optymizmem, za to, że były tu zdjęcia, które uwielbiam oglądać, za delikatny zapach lawendy i za tego kogoś kto się budził razem ze mną :)

Dziękuję